Entuzjazm niemal wszędzie. Świat nękają wojny, nic nie wskazuje na to, by nękać przestały, a Europa – niezmiennie – nie jest gotowa na to, by bronić się sama. Program SAFE (Security Action for Europe) powstał po to, by zmienić stan rzeczy. Ale czy wszyscy tego chcą? SAFE to bez wątpienia jeden z najbardziej ambitnych projektów w historii europejskiej polityki bezpieczeństwa. Nie jest to jednak ani fundusz grantowy, ani nowy Plan Marshalla. Komisja Europejska emituje wspólny dług, a następnie udziela państwom członkowskim długoterminowych, preferencyjnych pożyczek na zakupy wojskowe. W puli jest nawet 150 miliardów euro – pieniądze przeznaczone na amunicję, artylerię, systemy obrony powietrznej, drony czy technologie cybernetyczne.Bruksela przedstawia SAFE jako odpowiedź na dwa problemy, które od lat dręczą europejską obronność. Pierwszy to skala: po rosyjskiej agresji na Ukrainę państwa UE muszą wydawać na wojsko znacznie więcej i znacznie szybciej. Drugi to fragmentacja: europejskie armie kupują sprzęt osobno, w różnych konfiguracjach i często poza kontynentem. SAFE ma te dwa światy połączyć – dostarczyć pieniądze, ale też zachęcić państwa do wspólnych zakupów i wzmocnić europejski przemysł zbrojeniowy.Problem w tym, że Europa nigdy nie była jednomyślna w sprawach obronności. Dlatego SAFE – choć przyjęty przez całą Unię – jest w różnych stolicach interpretowany zupełnie inaczej. O sytuacji w Polsce wiemy aż za dużo: rząd chce, prezydent nie, trwa impas, którego finał pozostaje niewiadomą. A jak jest w innych krajach?Entuzjazm na wschodzieNajwiększy entuzjazm widać na północnym wschodzie Europy, gdzie wojna w Ukrainie zmieniła sposób myślenia o bezpieczeństwie niemal z dnia na dzień. Finlandia, Estonia, Łotwa czy Litwa postrzegają SAFE przede wszystkim jako narzędzie przyspieszenia dozbrojenia. W regionie, który jeszcze niedawno opierał swoją strategię na niewielkich armiach i wsparciu NATO, dziś coraz częściej mówi się o konieczności przygotowania do pełnoskalowej wojny konwencjonalnej. SAFE daje tym krajom szansę, by z dnia na dzień zrobić coś, co byłoby trudne do udźwignięcia z własnych budżetów.Podobnie patrzy na program Rumunia, która w ostatnich latach stała się jednym z kluczowych państw NATO nad Morzem Czarnym. Bukareszt traktuje SAFE przede wszystkim jako narzędzie przyspieszenia modernizacji armii. Jako potencjalnie drugi co do wielkości beneficjent (ponad 16,5 mld euro) Dla niemal wszystkich państw wschodniej flanki pytanie o wspólny dług czy integrację fiskalną ma znaczenie drugorzędne. Z ich perspektywy najważniejsza jest zdolność do szybkiego zwiększenia potencjału militarnego.Francja zaciera ręceW Europie Zachodniej dyskusja wygląda inaczej. Tu SAFE szybko stał się elementem sporu o przyszłość europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Najbardziej widać to we Francji, gdzie program traktowany jest jako część szerszego projektu budowy europejskiej autonomii strategicznej. To w Paryżu najmocniej naciskano na to, by europejskie pieniądze wydawać u europejskich producentów. A że spora część z nich to firmy francuskie… Pożyczą dużo, a pewnie jeszcze więcej do nich wróci. W teorii Francuzi nie są więc największymi beneficjentami programu, ale w praktyce zapewne nimi będą.Okazja na południuJeszcze inny ton słychać w krajach południa Europy, takich jak Włochy, Hiszpania czy Portugalia. Tam SAFE postrzegany jest przede wszystkim przez pryzmat finansów publicznych. Dla państw o wysokim zadłużeniu możliwość korzystania z taniego finansowania emitowanego przez Unię jest zwyczajnie atrakcyjna ekonomicznie. SAFE oznacza dostęp do kapitału, który często jest tańszy niż kredyt zaciągany przez rządy na własną rękę. W efekcie program bywa tam traktowany mniej jako geopolityczny projekt integracyjny, a bardziej jako pragmatyczne narzędzie finansowania modernizacji armii.Entuzjastycznie podchodzi nawet konserwatywna premier Giorgia Meloni. – Na projekty, które starannie wybraliśmy, przeznaczono 14,9 mld euro, aby zmaksymalizować rozwój przemysłu obronnego narodowego i jego efekty zatrudnienia, sprzyjając rozwojowi narzędzi podwójnego zastosowania, czyli wykorzystywanych zarówno do celów wojskowych, jak i cywilnych – tłumaczyła podczas przemówienia we włoskim parlamencie.Największy sceptycyzm pojawia się natomiast w krajach tradycyjnie ostrożnych fiskalnie. Holandia i część państw północnej Europy patrzą na SAFE z dużą rezerwą, obawiając się, że wspólne zadłużanie się Unii może stać się trwałym mechanizmem finansowania kolejnych polityk europejskich. Argument jest dobrze znany z wcześniejszych debat – najpierw o euro, potem o funduszu odbudowy po pandemii: czy wspólny dług, nawet w imię bezpieczeństwa, nie otwiera drzwi do dalszej integracji fiskalnej, na którą nie wszystkie państwa są gotowe?Najwięksi potencjalni beneficjenci SAFE:Polska – €43.7 mldRumunia – €16.7 mldFrancja – €16.2 mldWęgry – €16.2 mldWłochy – €14.9 mldKto nie skorzysta z SAFE?(uczestniczą w projektach wspólnych, ale nie biorą kredytów)NiemcySzwecjaHolandiaAustriaIrlandiaLuksemburgMaltaSłowenia Czytaj też: Atak na Narodowe Centrum Badań Jądrowych. Irański ślad